Zarówno VinCrash, jak i Bid.cars kręcą się wokół tego samego świata: Copart, IAAI, auta z USA, licytacje, import. Na pierwszy rzut oka mogą więc wydawać się bardzo podobne. W praktyce to dwa zupełnie różne podejścia – i właśnie dlatego wiele osób, gdy szuka konkretnych danych o aucie i archiwum licytacji, szybciej „dogaduje się” z VinCrash niż z Bid.cars
Poniżej bez marketingowego bełkotu: co robi VinCrash, co robi Bid.cars i dlaczego w wielu sytuacjach VinCrash będzie po prostu wygodniejszym narzędziem do analizy, a nie do samego kupowania.
VinCrash to serwis, który skupia się na historii aut z Copart i IAAI oraz archiwum aukcji. Po podaniu VIN albo danych auta możesz zobaczyć m.in. przebieg licytacji, ceny, zdjęcia, typ szkody i inne dane z aukcji. Platforma bardzo jasno komunikuje, że oferuje bezpłatne sprawdzanie historii aukcyjnej po VIN, a dodatkowo płatne rozszerzone raporty, jeśli ktoś potrzebuje pełnej historii pojazdu.
Krótko mówiąc – VinCrash jest „od patrzenia na liczby i zdjęcia”, a nie od samego kupowania.
Bid.cars to z kolei platforma pośrednicząca w licytacjach i imporcie aut. Umożliwia wyszukiwanie pojazdów z Copart i IAAI, udział w aukcjach przez ich system (z depozytem), a do tego ogarnia temat transportu, odprawy, dokumentów itp.
Dodatkowo w ramach ekosystemu Bid.cars działa m.in. BidFax, czyli darmowe archiwum historii aukcji z Copart i IAAI – narzędzie podobne tematycznie do VinCrash, ale osadzone w większej platformie sprzedażowo-importowej.
I tu pojawia się pierwsza ważna różnica:
Bid.cars = narzędzie do kupowania
VinCrash = narzędzie do analizowania i sprawdzania
Bid.cars próbuje ogarnąć cały proces: od szukania auta, przez licytację, po transport i dokumenty. To super, gdy chcesz, żeby ktoś „zrobił import za Ciebie”, ale bywa przytłaczające, jeśli na danym etapie interesują Cię po prostu suche dane: za ile, kiedy, w jakim stanie.
VinCrash idzie w drugą stronę:
Jeśli Twoim celem jest najpierw zrozumieć rynek, a dopiero potem myśleć o zakupie – takie „wąskie gardło” jest zwyczajnie wygodniejsze.
Bid.cars zarabia na pośrednictwie i obsłudze importu. Ma więc naturalną motywację, żeby finalnie doprowadzić Cię do zakupu konkretnego auta – temu jest podporządkowany cały proces rejestracji, depozytów, oferty transportu itd.
VinCrash jest w dużo bardziej „studenckiej” pozycji – jego zadanie to:
To jest inny klimat korzystania z serwisu:
na VinCrash masz poczucie, że nikt Cię nie ciągnie za rękaw do zakupu, tylko podsuwa dane, a decyzja i tak zostaje po Twojej stronie.
Na Bid.cars, żeby faktycznie działać – licytować auto, zlecić zakup – musisz:
To jasne – taki jest model brokera aukcyjnego.
W świecie VinCrash start jest odwrotny:
najpierw wpisujesz VIN i dostajesz dane o aucie z aukcji, w tym historię licytacji i, jeśli potrzebujesz, możliwość dobrania szerszego raportu o pojeździe.
Czyli:
Przy licytacjach z USA najłatwiej wpaść w dwie skrajności:
Archiwum aukcji i raporty z VinCrash pozwalają spokojnie:
Bid.cars też daje dostęp do archiwum (BidFax), ale jest ono częścią większej platformy nastawionej na obsługę zakupu i transportu, więc naturalnie będziesz częściej prowadzony w stronę „kup to auto z naszą pomocą” niż do samej chłodnej analizy.
VinCrash sprawdza się tu jako osobny „kalkulator zdrowego rozsądku”, którego możesz użyć zanim zaczniesz rozmawiać z brokerem – czy to Bid.cars, czy kimkolwiek innym.
Najprościej:
Lepszy wybór VinCrash, gdy:
Lepszy wybór Bid.cars, gdy:
Dlatego w praktyce wielu rozsądnych kupujących robi tak:
Czy VinCrash jest „obiektywnie lepszy” niż Bid.cars?
Nie – bo to trochę jak porównywać Excela z firmą transportową. Każde służy do czego innego.
Ale jeśli mówimy o narzędziu do spokojnej analizy aut z Copart/IAAI, historii licytacji i cen, to:
Dlatego, gdy następnym razem będziesz miał w głowie jakieś auto z USA, dobry, zdroworozsądkowy schemat wygląda tak:
najpierw VinCrash do analizy → dopiero potem Bid.cars lub inny broker do zakupu.
I właśnie w tym sensie – w roli chłodnego, niezależnego „lupki” do aukcji – VinCrash bywa po prostu lepszym, spokojniejszym wyborem.